Kula śnieżna czy lawina? Dwie metody spłaty długów

Jedna metoda jest tańsza, druga skuteczniejsza. Różnica bierze się z tego, że spłata długów to w połowie problem arytmetyczny, a w połowie problem wytrwałości.

Masz kilka zobowiązań naraz — kartę kredytową, ratę za sprzęt, pożyczkę od rodziny — i co miesiąc zostaje trochę wolnych pieniędzy. Pytanie brzmi: którą z nich nadpłacić?

Odpowiedzi są dwie i obie mają sens.

Lawina: najpierw najdroższy dług

Metoda lawiny każe kierować całą nadwyżkę na zobowiązanie o najwyższym oprocentowaniu, a pozostałe spłacać w kwocie minimalnej. Gdy najdroższy zniknie, cała nadwyżka przechodzi na kolejny w kolejności.

To jest wybór optymalny arytmetycznie. Odsetki naliczają się od salda, więc każda złotówka wrzucona w dług oprocentowany na 18% oszczędza dokładnie tyle, ile ten dług kosztuje — i zawsze więcej niż ta sama złotówka wrzucona w dług na 7%.

Przy kilku zobowiązaniach o wyraźnie różnym oprocentowaniu — karta kredytowa obok kredytu hipotecznego — różnica bywa liczona w tysiącach.

Kula śnieżna: najpierw najmniejszy dług

Metoda kuli śnieżnej ignoruje oprocentowanie i każe najpierw zamknąć zobowiązanie o najmniejszym saldzie. Potem następne najmniejsze, i tak dalej.

Arytmetycznie jest to gorsze. Zapłacisz więcej odsetek, czasem zauważalnie więcej. Ale ta metoda odpowiada na inny problem: spłata długów rozciąga się na lata, a przez większość tego czasu nic widocznego się nie dzieje. Saldo maleje powoli, poczucie postępu zanika i plan zostaje porzucony.

Zamknięcie pierwszego zobowiązania w trzy miesiące zamiast pierwszego w dwa lata to konkretna zmiana: jedna rata mniej do pilnowania, jedno przypomnienie mniej w kalendarzu, dowód, że plan działa.

Który wybrać

Praktyczna zasada:

Trzecia droga: metoda mieszana

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zacząć od kuli śnieżnej i przejść na lawinę. Zamknij jedno albo dwa najmniejsze zobowiązania, żeby zobaczyć efekt, a potem przestaw się na kolejność według oprocentowania.

Traci się część oszczędności, zyskuje szansę, że plan przetrwa pierwsze pół roku.

Czego żadna metoda nie naprawi

Obie zakładają, że nie zaciągasz nowych zobowiązań. Nadpłacanie karty kredytowej, z której nadal się korzysta, to przelewanie z pustego w próżne — saldo wraca, a razem z nim odsetki.

Zanim wybierzesz metodę, warto przez miesiąc zapisywać, dokąd faktycznie idą pieniądze. Bardzo często okazuje się, że nadwyżka do nadpłaty jest większa, niż się wydawało — albo że w ogóle jej nie ma i problemem nie jest kolejność spłat.