Osiem "nietypowych" miesięcy w roku, czyli budżet, który zawsze się nie zgadza

OC w marcu, opony w kwietniu, wakacje w lipcu, święta w grudniu. Każdy z tych miesięcy uchodzi za wyjątek, choć wszystkie są w kalendarzu z rocznym wyprzedzeniem. Jak przestać być zaskakiwanym tym samym co roku.

Jest taki powtarzalny moment w rozmowie o budżecie: „ten miesiąc był nietypowy". Coś wypadło, coś trzeba było zapłacić, normalnie tak nie jest.

Policzmy, ile jest takich miesięcy w roku.

Rok przeciętnego gospodarstwa z autem

Kiedy Co Ile
marzec OC i przegląd 1 400 zł
kwiecień opony i wymiana 1 600 zł
lipiec wakacje 6 000 zł
wrzesień ubezpieczenie mieszkania 500 zł
listopad serwis auta 1 200 zł
grudzień święta 2 500 zł

Razem: 13 200 zł w sześciu miesiącach. Dołóż do tego jedne urodziny z prezentem powyżej stówy i jedną wizytę u dentysty, a spokojnie robi się osiem miesięcy z dwunastu.

Osiem nietypowych miesięcy w roku to nie są wyjątki. To jest rok.

Dlaczego budżet się na tym wykłada

Typowy budżet planuje miesiąc. Zapisujesz czynsz, jedzenie, paliwo, abonamenty — rzeczy, które wracają co trzydzieści dni. Wychodzi, że zostaje 800 zł nadwyżki i to jest prawda przez cztery miesiące w roku.

W pozostałych ośmiu ta nadwyżka jest fikcją, bo w tle stoi wydatek, którego w tabelce nie ma. Efekt: budżet, który „nigdy się nie sprawdza", choć liczby są poprawne. Błędem nie są liczby, tylko horyzont.

Rozwiązanie mieści się w jednym działaniu

13 200 zł ÷ 12 = 1 100 zł miesięcznie.

To jest realny koszt utrzymania Twojego życia w części, której nie widać w miesięcznym budżecie. Nie jest to wydatek nowy — ponosisz go od lat. Nowe jest tylko to, że przestaje spadać na Ciebie w jednym kawałku.

Praktycznie: zakładasz osobne konto oszczędnościowe (nie to samo, co fundusz awaryjny) i po każdej wypłacie przenosisz tam 1 100 zł. W marcu opłacasz OC z tego konta, nie z pensji. Marzec przestaje być nietypowy.

Jak policzyć swoją liczbę w pół godziny

Nie zgaduj i nie kopiuj tabelki powyżej — Twoje życie ma inne pozycje.

  1. Otwórz historię rachunku za ostatnie 12 miesięcy. Nie 3, nie 6. Dwanaście, bo inaczej ominiesz połowę tych wydatków z definicji.
  2. Wypisz każdą transakcję powyżej 300 zł, która nie wraca co miesiąc. Ubezpieczenia, wyjazdy, prezenty, sprzęt, lekarze, szkoła, opłaty roczne.
  3. Zsumuj i podziel przez dwanaście.

Liczba, która wyjdzie, będzie wyższa, niż się spodziewasz. U większości osób mieści się między 800 a 1 500 zł miesięcznie. To normalne i to nie jest powód do wyrzutów — to koszt, który po prostu do tej pory był niewidoczny.

Trzy błędy przy wdrażaniu

Mieszanie tego z funduszem awaryjnym. Fundusz awaryjny jest na rzeczy, których nie da się przewidzieć: utrata pracy, poważna awaria, choroba. Święta w grudniu nie są nieprzewidziane. Jeśli trzymasz to na jednym koncie, w styczniu okaże się, że „fundusz awaryjny" stopniał, a Ty nie wiesz, czy to przez prezenty, czy przez coś naprawdę pilnego.

Zaczynanie od pełnej kwoty. Jeśli 1 100 zł nie mieści się w budżecie, zacznij od 400 zł. Częściowo przygotowany marzec jest lepszy od nieprzygotowanego, a odkładanie z odsetkiem, którego nie utrzymasz, kończy się po dwóch miesiącach.

Liczenie w głowie. Ten mechanizm działa, dopóki widzisz saldo tego konta i listę tego, co ma z niego wyjść. Bez tego po pół roku wydasz je na coś innego w pełnym przekonaniu, że „przecież i tak leżały".

Co się zmienia po roku

Nic spektakularnego — i o to chodzi. OC przychodzi i jest opłacone. Opony się wymienia. W grudniu kupujesz prezenty bez patrzenia na limit karty. Miesięczna nadwyżka w budżecie jest mniejsza niż wcześniej, ale prawdziwa, a zaskoczeń nie ma, bo nie było czym zaskakiwać.

W Ordiarionie służą do tego koszty cykliczne z okresem innym niż miesięczny: wpisujesz OC jako wydatek roczny, a aplikacja pokazuje jego udział w miesięcznym budżecie i przypomina przed terminem — zamiast informować Cię o nim w dniu, w którym trzeba zapłacić.